Osiągnęłam. Szczyt egoizmu, w sensie.
Gdyż albowiem moja własna przyjaciółka mnie wkurwia. Ot tak, po prostu. Jednocześnie staje mi się tak obojętna, że jeszcze tylko krok, a będę ją miała głęboko w dupie. Srsly, bez wyraźnej przyczyny. Chyba. Przynajmniej ja żadnej nie znajduję.
Kinda scary.
Oh well. Mimo wszysto I don't give a damn...
A do tego pióra z czarnym atramentem chciałabym jeszcze czarnego markera. Bo czarnym markerem fajnie Agresta się maluje.
(bo rude chciało)
Więc.
W porównaniu do poprzedniej sesji tym razem zdałam analizę ZA PIERWSZYM RAZEM. I tak, jestem kurewsko z siebie dumna! Bo nie będę musiała oglądać Omyłka 12. lutego, bo nie będę musiała oglądać Omyłka W OGÓLE.
(tyle z części, którą rude chciało)
W porównianiu z zeszłym lutym tym razem nie wylądowałam w szpitalu po urodzinach Agnes. Bo w sumie nie było z czym, wszak wyrostki nie odrastają. Bo w sumie nie było po czym. Nuda, panie, nudaaa, domówki u Majerana przyzwyczaiły mnie do innego standartu imprez.
No. I to by było na tyle, I guess.
Aha. Chcę pióro z czarnym atramentem, może być na naboje. Tak o.
Omyłek zarządził, analiza w dupę.
Zawód związany z tym faktem odreagowałam, ale dalej mam ochotę wrzeszczeć.
Bo WKURWIA mnie komentowanie MOICH studiów, MOICH egzaminów i MOICH poprawek przez osobę, która nawet nie ma matury. I WKURWIA mnie, kiedy ta sama osoba rozmawiając O MNIE ze swoją krewną tak cudownie stara się mówić cicho, że słyszę KAŻDE PIERDOLONE SŁOWO, kiedy tylko wychylę łeb z pokoju.
ZERO wyrozumiałości, ZERO wsparcia, ZERO dobrego słowa.
Oto moja matka.
"Too fucked up to care anymore". Ta, akurat. Szkoda tylko, że mimo myśli przewodniej z "Somewhat damaged" coraz częściej nerwy mi puszczają. Przez zawalone egzaminy? A gdzie tam! Moja własna matka w depresję mnie wpędza.
Ja chcę wrócić do pracy, tak. Mieć konstruktywne zajęcie, zarabiać, własny dom traktować jak noclegownię ze stołówką.
All in progress.
A tak. Sponsorowana jak najbardziej. Przez "Somewhat damaged". I "Sunspots". Przez "Only" i "Capital G" również. Że nie wspomnę o calutkim "And all that could have been".
Serio, dawno NINy tak mi nie towarzyszyły przez całe dnie, jak przed tą sesją. I pomagają! Algebra i geometria zdane. Ledwo, przypadkiem, rzutem na taśmę, ale jednak. Ucząc się do egzaminu z wdm'u żarłam się z Majeranem i co? I nie zdałam. To nie może być przypadek! NINy naprawdę pomagają! Przynajmniej ja sobie tak wmawiam wisząc nad notatkami z analizy. Których mam już, kurwa, serdecznie dosyć. A wyrok jutro o 9.
Tak jest, prze państwa, sesja zdecydowanie mi się już znudziła. Dobrze, że jutro koniec. Znaczy średnio koniec, bo jednak ten wdm będzie za mną się szwędał do września. I tak naprawdę niewiadomo, co z analizą. Czy też się szwędać nie będzie. No ale mniejsza. Mam ochotę wyspać się w końcu porządnie, obejrzeć wszystkie filmy, które ściągnęły mi się do tej pory, pojeździć na rowerze i znaleźć pracę (Realu, czy przyjmiesz mnie z powrotem?...). Wszystkie notatki zbrzydły mi przeokrutnie, spaliłabym te małe mendy, gdyby nie fakt, że się przydadzą gdzieś w przyszłości jeszcze.
Ech. No. To ten. Powrót do analizy.
Dawaj, Trent, przestudiujemy zadania z (bynajmniej nie pechowej) listy nr 13.